O autorze
Byłem reporterem i prezenterem Teleekspresu i Panoramy, wyprodukowałem 800 godzin własnych programów telewizyjnych, wydawałem Businessman Magazine, Reader’s Digest a parę lat temu wymyśliłem i stworzyłem Malemena. Po drodze sporo przedsięwzięć marketingowych i nawet własne pole i klub golfowy (!). Właściwie sam już nie wiem, czy jestem bardziej marketingowcem, wydawcą, dziennikarzem (kiedyś?) czy może zwykłym biznesmenem. Chyba jednak najbardziej lubię określenie angielskie – „entrepreneur” (po polsku „enterprener”?). Uwielbiam nowe projekty, emocje i podniecenie przy kreowaniu nowej rzeczywistości. Nawet jeśli, a tak jest prawie zawsze w mediach i marketingu, jest bardzo ulotna. Kręci mnie sport (pasywnie i aktywnie), wino, podróże, sztuka i jeszcze parę rzeczy …. Jak co drugi facet, chciałbym kiedyś napisać książkę, w końcu mam wyjątkowe szczęście żyć w tak ciekawych czasach. Pewnie dlatego zacząłem pisać bloga.

Co z tą Radwańską?

Radwańska ma słaby serwis, zwłaszcza drugi… Radwańska jest zbyt wątła fizycznie… Radwańskiej brak kończącego uderzenia … Gdyby słuchać opinii polskich komentatorów sportowych o Agnieszce Radwańskiej i na tej podstawie oceniać jej pozycję i ranking w świecie tenisowym, to byłaby gdzieś w połowie drugiej lub trzeciej dziesiątki na świecie.

Kompletnie niezrozumiała jest dla mnie ta niechęć do naszej najlepszej tenisistki. Nie dotyczy to zresztą tylko komentatorów. Potrafimy zachwycać się rzutami naszych miotaczy młotem, dyskiem lub kulą, dyscyplinami uprawianymi przez kilkaset osób na świecie. Ogarnia nas narodowy szał w temacie pewnego skoczka na nartach i rzucamy się budować skocznie narciarskie. Nie wspomnę już o ogłoszonym niemal narodowym święcie z okazji pierwszego od ponad 30 lat remisu z Anglią, bo tutaj przynajmniej mówimy o dyscyplinie zajmującej we wszelkich rankingach pierwsze miejsce pod względem popularności wśród kibiców, liczby zawodników czy wreszcie towarzyszącym jej pieniądzom i emocjom z tym związanym. Ale na Boga! Tenis w tych samych rankingach nigdy nie wypada z pierwszej 10 – ki, najczęściej jest gdzieś pomiędzy 3 a 5 miejscem. Uprawia go miliony amatorów, a co roku tysiące młodych osób, najczęściej jeszcze małych dzieci, próbuje rozpocząć karierę, której celem jest dobranie się do tortu, złożonego z pieniędzy za wygrane turnieje i kontraktów reklamowych. Pieniędzy w tenisie jest sporo, co roku ich przybywa, ale dzielone są między 50 najlepszych. Kolejna 50-ka może jeszcze z tego żyć, choć już skromniej. Pozostali mogą tylko marzyć o tym torcie i ćwiczyć, ćwiczyć i… jeszcze raz ćwiczyć.

Radwańska osiągnęła niemal szczyt, na stałe weszła do ścisłej czołówki światowej. Jest dziś absolutnie najlepszym polskim sportowcem, ale według komentatorów Eurosportu, jeśli wygrywa, to tylko gdy rywalka ma słabszy dzień. Jak już doszła do półfinału turnieju Masters, w którym grało 8 najlepszych zawodniczek na świecie, nie sposób było nie docenić jej klasy. Ale przy okazji, niezastąpiony w takiej sytuacji redaktor Stopa, nie omieszkał skupić się przez pół meczu na tym, co jeszcze Agnieszka musi poprawić, by wygrywać turnieje. Pal sześć, że grała po dwóch niezwykle wyczerpujących meczach (w drugim z nich pobiła rekord długości rozgrywanego meczu w rozgrywkach Masters). Pal sześć, że rywalka nie tylko przebywała wcześniej na korcie o 6 godzin mniej, ale miała jeszcze dzień wolny. Pal sześć nawet, że rywalką była absolutnie najlepsza na świecie tenisistka, Serena Williams, która następnego dnia zmiotła z kortu w finale Marię Szarapową. Williams po ostatniej piłce złożyła Radwańskiej wyrazy szacunku za to, że w ogóle podjęła walkę. Amerykańscy eksperci tenisowi stwierdzili, że Radwańska weszła na stałe do „wielkiej czwórki” i musi tylko, podobnie jak do niedawna w męskim tenisie Andy Murray, poczekać na wygranie turnieju wielkoszlemowego. Z Murrayem porównuje ją Mats Willander, wielki fan jej talentu i twierdzi, że Agnieszka jest jedyną tenisistką, która może w najbliższej przyszłości pokonać Williams. Dla redaktora Stopy to mało.

A może za dużo? Może niepotrzebnie wybiła się ponad przeciętność? My przecież jesteśmy mistrzami podwórka! Dla piłkarzy szczytem marzeń jest transfer za granicę, choćby na ławkę rezerwowych. Trafnie ocenił naszych olimpijczyków z Londynu, podwójny mistrz olimpijski, Tomasz Majewski, gdy stwierdził, że dla wielu przyczyną klęski sportowej było to, iż mieli za dobrze w ramach przynależności do klubu „Londyn 2012”. Oni, w swojej psychice, już swój cel osiągnęli. Jak inni tenisiści, dla których szczytem marzeń był wyjazd do ligi niemieckiej i granie „sztund” z uczniami. Dla nich inwestycja „w siebie” się zakończyła. Teraz należało zacząć zbierać owoce.

Radwańskiej to nie starczyło. Ani jej ojcu. Ojca zresztą też nie lubimy. Nie dość, że grubiański, to jeszcze osiągnął sukces z dziećmi. Nawet nie z jednym, ale z dwojgiem! Agnieszka ojca się pozbyła ze swojej ekipy, ale pozostała niepokorna. Nawet po porażce na igrzyskach w Londynie, zamiast założyć cierniową koronę i wrócić do kraju na piechotę, pokajać się publicznie i oddać wszystkie zarobione wcześniej pieniądze, Ona powiedziała, że to tylko sport a turniej olimpijski nie należy do najważniejszych.

Radwańska nie krzyczy na korcie? Nie skacze do góry po każdej wygranej piłce jak choćby Rafael Nadal? Znaczy brak jej instynktu zabójcy (killer instinct)… Regularnie wygrywa z niżej notowanymi zawodniczkami, walczy jak równa z równym z najlepszymi, często z nimi wygrywając. Ale to mało. Nie jest wystarczająco ładna, jest zbyt zgrabna (powinna poprawić muskulaturę) i jeszcze (do cholery) nie chce wyjechać z Polski i (nie) płacić podatki w Monte Carlo, jak większość jej koleżanek. Zawsze też możemy zarzucić Agnieszce, że nie jest produktem polskiego systemu szkoleniowego. Nad Wisłą mieszka prawie 40 milionów ludzi, a mamy 3,5 tysiąca kortów tenisowych. We Francji mieszka 40% więcej osób, ale kortów jest 10 razy więcej. W Niemczech mamy prawie 50 tysięcy kortów i 20 tysięcy trenerów (w Polsce 2,5 tysiąca). Budżet Polskiego Związku Tenisa wynosi 5 milionów złotych, a pod względem dofinansowania z Ministerstwa Sportu PZT jest na 18 miejscu wśród innych dyscyplin. Prawie 3 razy więcej pieniędzy dostaje np. Polski Związek Hokeja na lodzie!

Na szczęście, w relacjach pokazywanych w kanałach Eurosport, mamy zawsze opcję zmiany języka. Korzystam z niej regularnie i najczęściej efekt jest taki, jak gdybym oglądał inny mecz. Dla komentatorów brytyjskich, ostatni finał US Open pomiędzy Williams a Wiktorią Azarenka, był jednym z najlepszych finałów wielkoszlemowych w historii damskiego tenisa. Po przełączeniu na polski komentarz usłyszałem, że Williams grała fatalnie, a zwycięstwo zawdzięcza zmniejszeniu liczby niewymuszonych błędów w ostatnich gemach. Dla wspomnianego już mojego ulubieńca, redaktora Stopy, każdy mecz to okazja do narzekania, w zależności od przyjętej zwykle przed meczem tezy, którą próbuje udowadniać niezależnie od sytuacji na korcie. W tym celu potrafi się pokłócić na antenie z Wojtkiem Fibakiem i zarzucić mu brak wyczucia i wiedzy tenisowej.

Na nieszczęście, od przyszłego roku Eurosport traci prawa do pokazywania turniejów WTA a Polsat (tutaj guru jest skądinąd bardzo zasłużony redaktor Bohdan Tomaszewski, dla którego damski tenis w Polsce zatrzymał się 70 lat wcześniej na „Jadzi”, a Radwańska może tylko próbować być jej marną naśladowczynią) ani inne telewizje nie dają możliwości wyłączenia polskiego komentarza. Chyba przerzucę się na transmisje internetowe.
Trwa ładowanie komentarzy...